Zmieniłam nazwę ze względu na to, że weganką nazwać się nie mogę.
W każdy razie dzisiaj wstęp krótki. Zostawię Was z radami od Anonima, którego serdecznie pozdrawiam. Może komuś się przydadzą - tak jak mi!
Po pierwsze - kaloryczność. Zdecydowanie za mała, wystarczy tylko zerknąć na to, co jadłaś. Z doświadczenia wiem, że przy takich posiłkach oczywiste jest, że cokolwiek co nazywa się jedzeniem zaraz będzie ciebie kusić (szczególnie jeśli się gotuje). Kalorie są nam potrzebne, bo to energia dla organizmu. Długo byś na takim jadłospisie nie pociągnęła.
Po drugie - ZA MAŁO OWOCÓW I WARZYW! A szczególnie owoców. Uwierz mi, gdybyś na pierwsze śniadanie zrobiła sobie porządne smoothie typu banany (nie banan, banany), szpinak, nektarynka, brzoskwinia, truskawki, jagody, etc (mamy lato, owoców ci pod dostatkiem) poczułabyś się znacznie lepiej w ciągu dnia. Dodatkowa całkiem spora sałatka do obiadu.
Po trzecie - nie białko, a węglowodany. Te najprostsze, czyli znowu owoce i warzywa.
Po czwarte - kolacja. Takie ciastko możesz sobie zjeść jako część deseru. Kolacja powinna być porządna (pamiętaj, że przez najbliższe kilka/kilkanaście godzin nie będziesz niczego jadła, twój organizm będzie czerpał energię potrzebną mu do życia z dostępnych zapasów. Jeśli nie zapewnisz ich przez cały dzień, będziesz się po prostu źle czuła.).
Po piąte - postaraj się unikać przetworzonej żywności (tak, mam tu na myśli głównie płatki kukurydziane).
Po szóste - jeśli chodzi o obiad, zupą się nie najesz. Logicznie myśląc, to dlatego właśnie zupa jest podawana jako pierwsze danie. Bo przeleci. Fakt, twoja jest bardziej treściwa, ale pewnie ilości, jakich użyłaś, nie były wystarczające, żeby cię odpowiednio 'nasycić'. Zupa ok, jak najbardziej, ale powinnaś zjeść jeszcze coś bardziej treściwego. Pomysłów na szybki i prosty obiad możesz sobie poszukać, jest teraz tyle wegańskich blogów, że na pewno coś dla siebie znajdziesz. Nie musisz gotować niczego wymyślnego - makaron zjeść możesz, przeróżne kasze też, a założę się, że ryż jest w każdym domostwie ;) Do tego jakieś warzywa, strączki i już. (warzyw też pełno, w końcu mamy lato).
Po siódme - eksperymenty w kuchni. Ile rzeczy ci nie wyjdzie, zanim ogarniesz, co powinnaś zrobić, a czego nie robisz. Każdy wege tak zaczyna. Po prostu musisz się tego nauczyć, z czasem przyjdzie kuchenna intuicja. Próbuj i próbuj.
Po ósme - ku przestrodze. Mi to nie robi, ale kiedyś być może na twojego bloga trafi jeden z tych nieprzyjemnych wegan, bardzo dbający o etykę. Pisząc, że na jeden dzień w tygodniu zostajesz sobie weganką, a zaraz wspominasz o 'ukochanej szynce'... Możesz za to dostać po nosie. Lepiej użyj określenia jednodniowa dieta roślinna, etc. Jakby się nad tym zastanowić, weganinem można być na jeden dzień tak samo, jak na jeden dzień zajść w ciążę :3
Po dziewiąte - my weganie jemy więcej. Ilościowo. Dlaczego? Bo jemy żywność mniej kaloryczną (bo nie jest taka tłusta). Do tego musisz się stopniowo przyzwyczaić, oczywiste jest, że na początku wypicie smoothie z kilku bananów i innych owoców może się wydawać górą lodową, szczególnie jeśli twoje porcje na co dzień nie są tak obszerne. Jeśli chcesz przyspieszyć proces asymilacji, polecam takie smoothie każdego dnia (najlepiej na śniadanie, ale stwierdzając po koncepcji bloga pewnie niechętnie na to pójdziesz, dlatego smoothie może być i na drugie śniadanie).
W zasadzie to miałam aż dwa dni z dietą roślinna! Naprawdę dobrze się czuję i postaram się jutro też ,,pokombinować". Ha! Nawet ochota na słodycze mi przeszła ;)
Śniadanie: Naleśniki z domową nutellą!
Tak naprawdę to było więcej naleśników, ale wyszły takie... koślawe, więc tylko jeden nadał się na sesje zdjęciową. Oczywiście z dużą ilością owoców! I kawa.
Obiad: Wegeburger! Wow! Z wegebułą!
Te wystylizowała moja siostra, której bardzo smakowały. Mama też była zachwycona ;)
Kolacja: Kanapka z ,,serkiem" z nerkowców.
Niestety zdjęcia nie ma, ale serek jest bardzo pyszny! Smakuje coś jak masło orzechowe, ale może jest bardziej... delikatny.
Wybaczcie. Nie będzie podsumowania. Jutro niedziela, więc jutro też będę kombinowała. Jak uda mi się przetrwać kolejny dzień to będę z siebie dumna.
Potem tydzień.
Miesiąc...
Wyjątkowo: dobranoc.
PS. Chcecie może podstronę z moimi roślinnymi przepisami? ;)