Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kasza kukurydziana. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kasza kukurydziana. Pokaż wszystkie posty

środa, 27 sierpnia 2014

Kasza kukurydziana


 Na szybko, na ciepło, najlepiej. Uwielbiam takie śniadania.

Kasza kukurydziana z nektarynką, bananem, siemieniem lnianym, orzechami laskowymi i rodzynkami. 

czwartek, 21 sierpnia 2014

Kukurydzianka na mleku sojowym


 Moje śniadania zaczynają być coraz bardziej prostsze. Budzę się w okolicach 9, wykonuję poranną toaletę, schodzę do kuchni zrobić śniadanie... czyli przygotowuję się do nadchodzącego roku szkolnego. 
Za oknem deszcz, więc nie posiliłam się na balkonie. Szkoda. Naprawdę szkoda. Żal mi tych wakacji, bo były udane, mimo wszystko. Ostatnie wakacje. Teraz tylko ostatnie osiem miesięcy szkoły. 

 Dzisiaj na śniadanie ukochana kasza kukurydziana ugotowana na mleku sojowym. Smakuje zupełnie inaczej niż na wodzie. A do tego brzoskwinia, żurawina, orzechy laskowe, kandyzowany kokos, kandyzowany aloes, mieszanka ziarenek Euforia i przepyszna czekolada z Biedronki, która jest przepyszna i w dodatku wegańska. Czasami można sobie pozwolić. ;)

Miłego dnia.



wtorek, 19 sierpnia 2014

Owsianko-kukurydzianka



 Zbliża się jesień. Niestety. Nie ma już spania przy szeroko otwartym oknie, umierania z powodu wysokich temperatur, kąpania się w jeziorze, basenie. Jest za to zbliżające się przeziębienie! 
 Z okazji powrotu do domu miałam zrobić sobie na śniadanie naleśniki, ale standardowo nie wyszły, więc owsianka jak zwykle przyszła z pomocą! Wyszła rzadka, więc zagęściłam ją kaszą kukurydzianą i wyszła bardzo dobra. Do tego ukochane brzoskwinie, mus z papierówek(posypałam go cynamonem), który został po tym, jak Mama robiła przetwory, mieszanka ziarenek Euforiaorzechy laskowe. Zjedzone na balkonie. 
 Przez trzy dni gościłam u mojej kuzynki, więc nie pojawiła się Roślinna Sobota. Nie mam nawet jak jej nadrobić, bo nie miałam możliwości zrobienia zdjęcia. Musicie mi wybaczyć. Starałam się trzymać diety roślinnej, ale nie zawsze wychodziło. W domu zawsze jest lżej. 

 No i ostatnia wiadomość, oczywiście bardzo osobista. W końcu mogę odetchnąć z ulgą. Od początku wakacji aż do wczoraj codziennie budziłam się ze świadomością, że może Jej zabraknąć... Wcale nie wyolbrzymiam. Przeczytajcie, co mi się przytrafiło i jak bardzo mnie to zmieniło...
 W pierwszy dzień wakacji poszła do szpitala, gdzie musieli Ją dokładnie zbadać. Oczywiście została wypisana ze szpitala ,,ze znakiem zapytania", bo lekarze nie wiedzieli, co Jej dolega, podejrzewali chłoniaka, ale nie chcieli nic robić, więc została skierowana do Centrum Onkologii, gdzie Ją przebadali. Została wypisana w dobrym stanie, ale wciąż nie było wiadomo, co Jej dolega. Lekarze kazali zgłosić się 11 sierpnia po odbiór wyników badań.
 Ale od początku.
Nie było łatwo. Początki były najgorsze, wtedy, w pierwszych dniach wakacji, gdy zajmowałam się domem. Oczywiście, każdy miał swoje obowiązki. Ja prasowałam, zmywałam, sprzątałam, Tata gotował, Siostra też zajmowała się jakimiś drobiazgami. Wieczory nie były łatwe, wtedy najbardziej cisnęły mi do oczu łzy, ale powtarzałam sobie, że nie mogę płakać, bo co mi da płacz? A jak potem będzie gorzej, to co wtedy zrobię? Trzeba się wziąć w garść. Mimo wszystko bolała mnie świadomość, że leży Tam, z daleka od swojego domu, łóżka, leży na niewygodnym materacu, przykryta kocem, w ręku wenflon. Kilogramy spadały, dobry humor mnie opuszczał. Wykryto kolejne spuchnięte węzły chłonne pod pachami. Wtedy świat mi się zawalił. To koniec. Jedyne, co mi zostało to pójść do kościoła i się pomodlić. Tylko tyle byłam w stanie zrobić. Chciałam żeby moja modlitwa została wysłuchana, bo w zasadzie nigdy nie byłam dobrym katolikiem. Ten jeden jedyny raz. To właściwie tyle. Nie lubię się obnosić ze swoją wiarą, wolę zachowywać to dla siebie.
Okazało się, że te węzły nie są groźne. Po prostu takie są.
 Z Tamtego miejsca przekierowano Ją do Tamtego miejsca. Leżała Tam cztery dni, wykonano różne badania i odesłano do domu. 11 sierpnia pojechałyśmy odebrać wyniki tych badań. Szpik kostny - ok, ale musieli skonsultować jeszcze jedno. Znowu stres. Kazali przyjechać wczoraj. To była kropka nad ,,i". 
 Jest zdrowa. To nie jest sen. Tamten zły sen się już skończył. 
Kocham Cię, Mamo. 

Może nie powinnam pisać takich rzeczy na blogu, ale jednak może komuś da to do myślenia. Mi dało, wiele. Wstyd się przyznać, ale zaczęłam Mamę traktować... inaczej. Zawsze byłyśmy w dobrych relacjach, ale zdarzały się gorsze dni. Teraz staram się żeby takich nie było. 


poniedziałek, 14 lipca 2014

Sernikoszarlotka



 Nie potrafię wymyślić innej nazwy dla tego deseru, więc będzie sernikoszarlotka. 
Jak nazwa wskazuje jest to połączenie sernika i szarlotki, czyli moich dwóch ulubionych ciast. Szarlotka bardzo kojarzy mi się z jesienią, ale to tylko delikatne wykończenie, bo to masa serowa odgrywa tu główną rolę.
Sernikoszarlotka to super rozwiązanie zarówno jako śniadanie, jak i deser. Jest czasochłonna, ale można ją przygotować wieczorem, a rano ją zjeść. Możliwe, że zaskoczy innych, gdy przygotujecie ją jako deser. Polecam podawać ją właśnie w takich szklaneczkach, bo masa serowa nie jest gęsta. W zasadzie można użyć żelatyny albo pokombinować. W każdym razie mi odpowiada ta płynna konsystencja. 
Ah, prawie bym zapomniała. Deser jest bezglutenowy. Całkiem przypadkowo, bo uwielbiam kaszę kukurydzianą. Takie połączenie manny i jaglanej. Oczywiście możecie użyć dowolnej kaszy, a nawet zrezygnować ze spodu, ewentualnie użyć zmiksowanych ciastek... Do wyboru, do koloru. Ja polecam kaszę kukurydzianą. Warto wypróbować.


Składniki

spód:
2 łyżki kaszy kukurydzianej
woda

masa serowa:
50 g twarogu(ja używam w kostce, chudego)
łyżka jogurtu naturalnego
żółtko
ubite białko
łyżka miodu(albo innego słodzidła)
łyżeczka cukru waniliowego(opcjonalnie)

mus szarlotkowy:

jabłko
woda
łyżka cynamonu
garstka żurawiny

Kaszę ugotować. Odstawić do przestudzenia.
Twaróg wymieszać z jogurtem, dodać żółtko, ubite białko i miód. Odstawić do lodówki w celu schłodzenia.
Jabłko udusić z żurawiną. Gdy jabłka będą miękkie zgnieść je widelcem na mus(nadmiar wody odsączyć) i wymieszać z cynamonem.
Na dnie szklaneczki ułożyć kaszę, zalać masą serową i dodać mus. Ponownie schłodzić.

Smacznego ;)


sobota, 28 czerwca 2014

Bananowy krem kukurydziany



 Właśnie wróciłam do domu.
Stwierdziłam, że nie będę pakować w siebie znowu kanapek. Chciałam zrobić coś wyjątkowego.
Fajnie, że tata kupił banany i brzoskwinie. A na dodatek miałam jeszcze truskawki! Lubię połączenie banan-truskawka-brzoskwinia. 
Ok. Dodatki są, a jaka baza? Płatki owsiane? Znowu?
No i pomyślałam o zapomnianej kaszce kukurydzianej! Podczas gotowania stwierdziłam, że zmiksuję gotową kaszę z bananem. No i się udało. Bardzo smaczne. Lekko słodkawe, delikatne. Brzoskwinie jeszcze twarde, ale truskawki nadrobiły swoją dojrzałością. 

Zjadłam. Posprawdzałam blogi i zobaczyłam, że Kasia też zrobiła bananową kaszę kukurydzianą! Pozdrawiam Cię serdecznie ;)



Miłego dnia! ;)

czwartek, 22 maja 2014

Cytrusowa kukurydziana

Debiut!

Kaszy kukurydzianej jeszcze nie było u mnie na śniadanie, a szkoda! Jest smaczna, a ugotowana na świeżo wyciśniętych sokach z grejpfruta i pomarańczy jest jeszcze bardziej obłędna.

Przedstawiam Wam kaszę kukurydzianą ugotowaną na soku z pomarańczy i grejpfruta z dodatkiem miąższu, siemienia lnianego, płatków migdałowych oraz czekoladowo-chilli kremem*.

*Krem to nic innego jak wymieszany serek Bieluch z kakao, odrobiną mleka, cynamonem i pieprzem cayenne. Pycha!