Zatrzymałam czas.
Dobrze, że ukochana niedziela w końcu nadeszła. Mogłam trochę pokombinować i poszaleć w kuchni, a uwierzcie, że w końcu mam szansę! Przez ten tydzień nauczyłam się wielu rzeczy, a o tym dowiecie się w następnym tygodniu.
No i dzisiaj znalazłam chwilę na przygotowanie sobie dużego kubka wypełnionego wodą z cytryną i miętą. Potem pokombinowałam z kaszą jaglaną, którą ugotowałam wczoraj na wieczór. No dobra, zrobiłam ją z myślą, że może moja Mama skorzysta, gdyż jest teraz na diecie płynnej(myślałam o jakimś budyniu jaglanym), ale nie chciała. Trudno, ja skorzystałam!
Wygląda jak pudding, ale mi skojarzyła się z babeczką(muffiną, jak kto woli). Nie myślałam długo nad podaniem. W lodówce zalegały jagody, więc wymieszałam je z Bieluchem. Dodałam truskaweczki i banana. Było przepyszne. Mogę powiedzieć, że tydzień kończę bardzo udanym śniadaniem!
A poza tym: jak mijają Wam wakacje? Mi niestety bardzo kiepsko. Zrezygnowałam z pracy, bo miałam swoje powody, poza tym zastępuję Mamę i w pracy i w domu. Nie narzekam, ale nauczyłam się wielu rzeczy. Wstyd się przyznać, ale w końcu umiem prasować. Na naukę nigdy nie jest za późno.
Miłego dnia