piątek, 30 maja 2014

Kanapki, truskawki...

Witam.

Naprawdę bardzo chciałam opublikować jakieś supermegawypasione śniadanie. W końcu sobota, a soboty dla mnie są dniem wyjątkowym, gdyż tylko w ten dzień mam kuchnię całą dla siebie i dużo czasu. No i jest tak spokojnie. Za to właśnie uwielbiam soboty.

Rano szybko pojechałam z tatą na zakupy, zaopatrzyłam się w grahamki... No właśnie. Tak na nie spojrzałam i zapragnęłam takiego... zupełnie innego śniadania. Przyznam się szczerze, że kanapki na śniadanie jadłam chyba milion lat temu. Nie no, żartuję. Ale pewnie jakoś w okolicach grudnia.




Dzisiaj zaserwowałam sobie chrupiące grahamki ze świeżym masłem, żółtym serem, twarogiem, pomidorem i rzodkiewkami oraz zmiksowane truskawki z jogurtem naturalnym. Brakowało mi tego. Naprawdę.
Zrobiłam sobie jeszcze moją ukochaną kawę z kakao i mlekiem ryżowym, które jest pyszne! Akurat było na promocji w Rossmannie.

Tymczasem lecę. Czeka mnie sprzątanie i nauka.
A później... wykorzystam rabarbar, który zerwałam u wujka oraz przygotuję masło orzechowe.

Miłego dnia! :)

Owsianka grejpfrutowa!

Wiecie, że kocham grejpfruta?




Dzisiaj w roli głównej na śniadanie: owsianka na jajku z budyniem, podana z grejpfrutem, migdałami, daktylami i polana kefirem.
Zawsze dodaję coś mlecznego żeby zlikwidować ten gorzkawy posmak grejpfruta.
Uwielbiam. Idealne na rozpoczęcie weekendu.

Pozdrawiam.

piątek, 23 maja 2014

czwartek, 22 maja 2014

Cytrusowa kukurydziana

Debiut!

Kaszy kukurydzianej jeszcze nie było u mnie na śniadanie, a szkoda! Jest smaczna, a ugotowana na świeżo wyciśniętych sokach z grejpfruta i pomarańczy jest jeszcze bardziej obłędna.

Przedstawiam Wam kaszę kukurydzianą ugotowaną na soku z pomarańczy i grejpfruta z dodatkiem miąższu, siemienia lnianego, płatków migdałowych oraz czekoladowo-chilli kremem*.

*Krem to nic innego jak wymieszany serek Bieluch z kakao, odrobiną mleka, cynamonem i pieprzem cayenne. Pycha!





sobota, 17 maja 2014

Na deszczowe dni



 Ze względu na tą pogodę musiałam robić zdjęcie na parapecie. Nie lubię tego...

Wiem, wiem. Jestem nudna z tymi kremowymi owsiankami. 
Ale ona jest taka pyszna! Idealna... I co najważniejsze - nie wymaga użycia blendera, a to za sprawą... jajka, które nadaje owsiance odpowiedniej gęstości. Do tego dorzucam pokrojone jabłka i płatki ,,znikają" w tej ,,chmurce".


Przepis taki jak tutaj, z jednym wyjątkiem: nie dodawałam cynamonu. Użyłam go natomiast w ,,sosie", który składa się z serka Bieluch, kakao i właśnie cynamonu.
Dodałam kiwi, niezawodne siemię lniane oraz(nie mogłam się powstrzymać) odrobinę cukru trzcinowego.

Ta owsianka to idealne śniadanie na zakończenie ciężkiego tygodnia w szkole i rozpoczęcie weekendu. 
Przyznajcie racje.

 



sobota, 10 maja 2014

Szarlotkowy krem


 Ten wpis będzie trochę bardziej osobisty… Jeśli ktoś nie chce czytać, to może przejść od razu do przepisu J. Spokojnie, nie obawiajcie się niczego smutnego w tym wpisie.

 Jest 22, a ja właśnie skończyłam pić herbatę. A jednak coś mnie pokusiło żeby coś wystukać na klawiaturze – co jak co, ale mi najlepiej się piszę o takich godzinach. I choć jestem potwornie zmęczona, to jednak znalazłam w sobie troszkę motywacji żeby poświęcić te 10-15 minut na napisanie tego. Tak, koniecznie teraz, bo jutro to już nie będzie to samo.
 Piszę z uśmiechem na twarzy, bo dzisiaj właśnie przejechałam 45 kilometrów. Rowerem!

 Dosyć tego chwalenia. Żeby nie było tak kolorowo to przyznam się bez bicia – zjadłam dwa tłuste naleśniki. Że niby tak w nagrodę. Wcale nie mam wyrzutów sumienia.

 No dobra, teraz już na poważnie.
Kilka lat temu byłam jeszcze zakompleksioną dziewczyną, która nie miała pojęcia, co to ruch. I to dosłownie, bo w moim życiu sport nie istniał. Nie istniał nawet w drodze do szkoły, bo zawsze miałam transport. Przyznaję się do tego otwarcie. Każdy popełnia błędy, ale każdy ma szansę je naprawić. Przecież wystarczy chcieć! Wiele razy się o tym przekonałam.
 No i właśnie dzisiaj – bijąc każdą dziesiątkę – doszło do mnie, jak wiele w moim życiu się pozmieniało. No dobra, może ktoś 45 kilometrów robi sobie na rozgrzewkę, aczkolwiek dla mnie jest to mały sukces. Udowodniłam sobie tym sposobem, że wszystko jest możliwe, że mamy wpływ na nasze życie i cele. Oczywiście w życiu, jak i w jeździe zawsze jest pod górkę, ale to właśnie ten podjazd – ten ciężki, ,,niemożliwy” podjazd – sprawia, że jestem z siebie dumna, a zjazd z górki sprawia jeszcze większą frajdę.
 Dobra. A właściwie jak to było?
Nie planowałam tego. Serio. To znaczy w planach miałam taką długą trasę, ale nie nastawiałam się. Pogoda nie dopisywała – właściwie było ciepło, ale niestety wiał wiatr, a tego nienawidzę podczas jazdy.
Była prawie siedemnasta i po prostu wstałam, przebrałam się, spakowałam do plecaka wodę, telefon i zeszłam do kuchni. Przekąsiłam banana i oznajmiłam tacie, że jadę się przejechać. No i wyjechałam.
 I było tak, jak zwykle. Jadę spontanicznie, bez żadnego planu.
Jestem właściwie tylko ja i rower. No i pędzące samochody, które mnie denerwują, ale staram się nie zwracać na nich uwagi. Zapomniałam – jest też wiatr, ale staram się jechać spokojnie, bez nerwów. Najgorsze, co mogłoby mnie spotkać to nerwy. Nie, nie uniknęłam ich, bo przejeżdżając jakieś 8 kilometrów złapał mnie… deszcz. Stałam pod jakimś mizernym drzewkiem, a i tak byłam cała mokra. Żeby było fajniej – nie miałam ze sobą kurtki przeciwdeszczowej. Ulewa z dodatkiem wiatru. Już gotowało się we mnie i na parę minut poczułam się jak bezbronne dziecko typu ,,chcę do mamy”. Ogarnęłam się, wsiadłam na rower i pojechałam dalej. W deszcz, bo i tak byłam cała mokra.
Ulewa się uspokoiła, a nawet zaczęło wychodzić słońce. Wjechałam w boczną drogę otoczoną polami, drzewami… cudo! Nawet samochody nie jeździły, a później drogę umilały mi pachnące bzy, ptaszki i takie tam. Nawet wiatr mi nie przeszkadzał.
Taka była większość mojej drogi… Wkrótce wjechałam na teren zabudowany i chciałam wyciągnąć jeszcze kilka kilometrów. Na zegarek nie patrzyłam, ale czułam, że niedługo stuknie trzecia godzina poza domem. Próbowałam, ale wiatr był silniejszy. Ostatecznie ból kolana zmusił mnie do pojechania na skróty. Jechałam chyba 5 km/h, mimo że bardzo się starałam. Trudno…
Tak, przejechanie 45 kilometrów zajęło mi prawie 3 godziny. I jestem szczęśliwa!

***

Obudziłam się dosyć wcześnie, bo o 7:40. Akurat miałam czas na przygotowanie sobie wartościowego śniadania. A było warto. Zrobiłam sobie większą porcję w nagrodę za wczorajszy wysiłek.
Szarlotkowa u mnie króluje. Zdecydowanie. A zrobienie z niej kremowej owsianki jest bardzo proste. No i idzie się zakochać :P


Składniki:

  • jabłka,
  • cynamon,
  • płatki owsiane,
  • jajko,
  • budyń śmietankowy
Do garnuszka wrzucam pokrojone jabłka, dodaję cynamonu, zalewam wodą i gotuję. Gdy woda zaczyna wrzeć zmniejszam gaz, wsypuję płatki i chwilę gotuję, po czym dodaję jajko i energicznie mieszam. W międzyczasie rozpuszczam łyżkę budyniu w wodzie(można i w mleku) i dolewam do ,,kremu".

Swój ,,krem" podałam z jogurtem greckim wymieszanym z cynamonem, żurawiną i kiwi. 





Smacznego!

wtorek, 6 maja 2014

Granola kakao-banan


Przyznam się bez bicia. Pierwszy raz upiekłam granolę i żałuję, że nie zrobiłam tego wcześniej!
Od dzisiaj jestem zwolenniczką granoli i to będzie mój hit na maj!

Moim zdaniem jest pyszna. Kto uwielbia banana i kakao będzie zadowolony!


Składniki:

  • 100 g płatków owsianych niebłyskawicznych,
  • banan(im dojrzalszy tym lepiej),
  • 2 łyżki miodu(można dać więcej, ale wydaję mi się, że banan i tak wystarczająco osłodzi granolę),
  • łyżeczka kakao i cynamon,
  • dodatki można dobierać dowolnie, ja wybrałam siemię lniane, suszoną żurawinę, nasiona słonecznika i orzechy ziemne

Przygotowanie jest banalnie proste. 
Banana należy rozgnieść, dodać cynamon i kakao(wg waszych upodobań), wymieszać, dodać miód i płatki owsiane i znowu mieszać. 
Taką mieszankę wykładamy na blachę wyłożoną papierem do pieczenia i piec około 20 min. w temperaturze 180 stopni. Granolę należy, co jakiś mieszać. I gotowe!
Przekładam gotową granolę do słoiczka, dodaję ulubione dodatki i mieszam.

Ja swoją podałam z malinowym twarożkiem (chudy twaróg wymieszany z mrożonymi malinami, żółtkiem jaja i odrobiną cukru wanilinowego).

Wartości odżywcze:

100 g zawiera: 290 kcal, 8,7 g białka, 40,5 g węglowodanów, 10,4 g tłuszczu


Smacznego!

poniedziałek, 5 maja 2014

#2 Na szybko | Pogadanka

Hejka!
Niedługo 23, a ja zdecydowałam się zabrać za pisanie posta.

Dzisiaj najprostsza ,,potrawa" na świecie. Koktajl!


Koktajle są super!
Ten jest dobrym źródłem białka i węglowodanów. 

Jeżeli jesteście po treningu, a nie macie możliwości zakupu odżywki białkowej(ja jej nie mam z tego względu, że nie mam problemu z uzupełnieniem białka w diecie) to taki koktajl to świetne rozwiązanie. Można pominąć chudy twaróg - jeżeli nie potrzebujecie białka. 
Nie martwcie się tym twarogiem, wcale nie jest wyczuwalny. Ja dodałam całego banana i garść mrożonych malin i było super.
A kombinacji jest wiele. Naprawdę. Miksujcie, co macie pod ręką.
W przyszłości postaram się opublikować więcej takich propozycji. :)

***


Z tego miejsca chcę Was szczerze przeprosić, że ostatnio tak mnie mało na blogu. 
Przyznam się, że nie zawsze jem coś superesktra... a czasami po prostu mam ochotę zjeść coś od razu. Tak zwyczajnie. I nie martwić się, że ojej, talerz brudny, czy coś takiego.
Co oczywiście nie oznacza, że nie będzie tu nic, bo... musicie mi uwierzyć, ale ten blog to mega frajda. Wszystko. Wymyślanie postów, komentowanie Waszych potraw i co najważniejsze...(uwaga, będzie trochę egoistycznie) uwielbiam czytać Wasze komentarze! To jest chyba najlepsza rzecz w tym wszystkim :) Serio!

A jutro mam zamiar wstać o 6! I mam plan jeździć na rowerze. A później zjeść pyszne śniadanie. Poleniuchować. I znowu jeździć. Ja tak mogę całą wieczność.


Trzymajcie się!