Pokazywanie postów oznaczonych etykietą owsianka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą owsianka. Pokaż wszystkie posty

sobota, 23 sierpnia 2014

Brzoskwiniowy sos


 Dzisiaj o brzoskwiniowym sosie. Do jego zrobienia zainspirowała mnie wczoraj cudowna, wspaniała Daria, która ma tyle pomysłów! Ale chyba nie muszę o tym pisać, bo każdy o tym wie. 
Inspiracja inspiracją, ja trochę zmieniłam sposób - nie dodałam wanilii, ani żadnego słodzidła. Za to obowiązkowo cynamon! Wiecie, że ta przyprawa obniża IG? Choć ostatnio oglądałam filmik, gdzie pewien Pan opowiadał o indeksie - w skrócie twierdził, że to dla niego nie miało znaczenia, czy je produkty o małym IG, czy dużym IG. A Wy? Jakiego jesteście zdania?


 Owsianka na soku brzoskwiniowym z ciepłym sosem z brzoskwiń i cynamonu, śliwkami oraz mieszanką ziarenek Euforia. Do tego obowiązkowo kawa zbożowa. 

Teraz lecę sprzątać, potem zakupy, a w razie jakichkolwiek pytań - śmiało tutaj. A wieczorem Roślinna Sobota ;) 
Miłego dnia!

wtorek, 19 sierpnia 2014

Owsianko-kukurydzianka



 Zbliża się jesień. Niestety. Nie ma już spania przy szeroko otwartym oknie, umierania z powodu wysokich temperatur, kąpania się w jeziorze, basenie. Jest za to zbliżające się przeziębienie! 
 Z okazji powrotu do domu miałam zrobić sobie na śniadanie naleśniki, ale standardowo nie wyszły, więc owsianka jak zwykle przyszła z pomocą! Wyszła rzadka, więc zagęściłam ją kaszą kukurydzianą i wyszła bardzo dobra. Do tego ukochane brzoskwinie, mus z papierówek(posypałam go cynamonem), który został po tym, jak Mama robiła przetwory, mieszanka ziarenek Euforia i orzechy laskowe. Zjedzone na balkonie. 
 Przez trzy dni gościłam u mojej kuzynki, więc nie pojawiła się Roślinna Sobota. Nie mam nawet jak jej nadrobić, bo nie miałam możliwości zrobienia zdjęcia. Musicie mi wybaczyć. Starałam się trzymać diety roślinnej, ale nie zawsze wychodziło. W domu zawsze jest lżej. 

 No i ostatnia wiadomość, oczywiście bardzo osobista. W końcu mogę odetchnąć z ulgą. Od początku wakacji aż do wczoraj codziennie budziłam się ze świadomością, że może Jej zabraknąć... Wcale nie wyolbrzymiam. Przeczytajcie, co mi się przytrafiło i jak bardzo mnie to zmieniło...
 W pierwszy dzień wakacji poszła do szpitala, gdzie musieli Ją dokładnie zbadać. Oczywiście została wypisana ze szpitala ,,ze znakiem zapytania", bo lekarze nie wiedzieli, co Jej dolega, podejrzewali chłoniaka, ale nie chcieli nic robić, więc została skierowana do Centrum Onkologii, gdzie Ją przebadali. Została wypisana w dobrym stanie, ale wciąż nie było wiadomo, co Jej dolega. Lekarze kazali zgłosić się 11 sierpnia po odbiór wyników badań.
 Ale od początku.
Nie było łatwo. Początki były najgorsze, wtedy, w pierwszych dniach wakacji, gdy zajmowałam się domem. Oczywiście, każdy miał swoje obowiązki. Ja prasowałam, zmywałam, sprzątałam, Tata gotował, Siostra też zajmowała się jakimiś drobiazgami. Wieczory nie były łatwe, wtedy najbardziej cisnęły mi do oczu łzy, ale powtarzałam sobie, że nie mogę płakać, bo co mi da płacz? A jak potem będzie gorzej, to co wtedy zrobię? Trzeba się wziąć w garść. Mimo wszystko bolała mnie świadomość, że leży Tam, z daleka od swojego domu, łóżka, leży na niewygodnym materacu, przykryta kocem, w ręku wenflon. Kilogramy spadały, dobry humor mnie opuszczał. Wykryto kolejne spuchnięte węzły chłonne pod pachami. Wtedy świat mi się zawalił. To koniec. Jedyne, co mi zostało to pójść do kościoła i się pomodlić. Tylko tyle byłam w stanie zrobić. Chciałam żeby moja modlitwa została wysłuchana, bo w zasadzie nigdy nie byłam dobrym katolikiem. Ten jeden jedyny raz. To właściwie tyle. Nie lubię się obnosić ze swoją wiarą, wolę zachowywać to dla siebie.
Okazało się, że te węzły nie są groźne. Po prostu takie są.
 Z Tamtego miejsca przekierowano Ją do Tamtego miejsca. Leżała Tam cztery dni, wykonano różne badania i odesłano do domu. 11 sierpnia pojechałyśmy odebrać wyniki tych badań. Szpik kostny - ok, ale musieli skonsultować jeszcze jedno. Znowu stres. Kazali przyjechać wczoraj. To była kropka nad ,,i". 
 Jest zdrowa. To nie jest sen. Tamten zły sen się już skończył. 
Kocham Cię, Mamo. 

Może nie powinnam pisać takich rzeczy na blogu, ale jednak może komuś da to do myślenia. Mi dało, wiele. Wstyd się przyznać, ale zaczęłam Mamę traktować... inaczej. Zawsze byłyśmy w dobrych relacjach, ale zdarzały się gorsze dni. Teraz staram się żeby takich nie było. 


wtorek, 12 sierpnia 2014

Sojowa owsianka z mango



 Zdecydowanie stęskniłam się za śniadaniowymi zwyklaczkami. Tak jak kiedyś. W końcu to blog śniadaniowy. Na szczęście w końcu zabiorę się za wygląd na nowym blogu. Może do września zdążę!



Dzisiaj owsianka na mleku sojowym z mango, kandyzowanym aloesem, orzechami laskowymi, siemieniem lnianym i ziarenkami Euforia. Do tego kawa z mlekiem sojowym, a w tle David Bowie. 

 Od nowa z dietą roślinna! Na pewno. 
Wczoraj czekałam z Mamą 6(słownie: sześć) godzin na lekarza. Myślałam, że zwariuję. Mama też wariowała, ale... wynagrodziłyśmy sobie to czekanie drożdżówkami z rabarbarem! A poza tym wyniki z badania szpiku kostnego Mamy wyszły pozytywnie. Choć nie powinnam o tym pisać to ostatnie dwa miesiące były dla mnie bardzo przykrym okresem. Mam nadzieję, że dzisiaj już wszystko wyjdzie dobrze. Musi. Trzymajcie kciuki, proszę.

poniedziałek, 30 czerwca 2014

Owsianka miętowy banan


 Dzisiaj wyczarowałam takie coś!
Dobrze jest wstać rano, wejść do ogródka i zerwać świeżą miętę. Dzień od razu staje się piękniejszy.
Przyznam się, że dawno nie jadłam czegoś tak pysznego. Chociaż góruje tutaj brzoskwinia, to jednak owsianka o smaku banana i mięty odgrywa tu główną rolę.




Miłego dnia kochani!

piątek, 27 czerwca 2014

Owsianka z kakao



 Wstyd pokazywać się z takim... czymś. Smaczna wcale nie była, a ja mam wilczy apetyt. Nie lubię!
Na szczęście cały ten dzień wynagrodziłam sobie czekoladą. A co! Raz na jakiś czas można.


 Pobudka o 5:30. Do tego wsiadłam w inny pociąg, niż chciałam i w Warszawie byłam kilka minut po 7. 
Stres mnie zeżarł i to bardzo. Kilku rzeczy nie powiedziałam, niektóre rzeczy źle ujęłam, np. to, że jestem ruchliwa - a chciałam powiedzieć, że szybko się nudzę. Ponadto powinnam zdjąć kurtkę i chustkę, bo wyglądam, jakby było -10 stopni. 
Podsumowując jestem lekko zasmucona i żałuję, że się tak bardzo stresowałam. 
Swoją drogą nie wiedziałam, że mam taki... milusi głosik!

Zjedzone. Odespane. Zaraz sprzątanie i komentowanie Waszych blogów!

poniedziałek, 16 czerwca 2014

Owsianka Rafaello

Gdzieś między uczeniem się na poprawy a uczeniem się na poprawy znalazłam trochę czasu na ugotowanie sobie owsianki!
Przysięgam, że czasu brak! A z tym wiąże się niestety to, że rano nie mam czasu na wymyślanie nowej owsianki(lubię improwizować w kuchni), a tym bardziej na gotowanie. Na szczęście dzisiejszy poniedziałek był fajny i skończyłam lekcje o 12! Wprawdzie dzień zaczęłam od mizernych parówek z roztopionym serkiem(mniam mniam mniam), ale po południu nadrobiłam stracony, owsiankowy poranek kilka straconych, owsiankowych poranków. Brakowało mi tego.

Swoją drogą zauważyłam, że sporo osób dziwi się z tego, że owsiankę gotuję na wodzie. Postanowiłam, że w niedalekiej przyszłości napiszę post o tym. Może kogoś zaciekawi.

PS. Dzięki wielkie za pomysły na chudy twaróg! Jesteście wielcy!


Dzisiejsza owsianka to zaspokojenie mojej chęci na kultowe Rafaello. Przyznam się, że nie szaleję na punkcie tego typu słodyczy, ale czasami lubię zjeść coś mega kokosowego.
Ta owsianka mi się udała.
Naprawdę wyraża więcej niż tysiąc słów. :)


Składniki: 

*płatki owsiane,
*wiórki kokosowe, duuużo wiórek,
*woda,
*białko jaja,
*aromat migdałowy,
*budyń, siemię lniane

Przygotowanie:

Płatki gotuję na wodzie. Dodaję białko, rozrobiony budyń(nie musicie, ja dodałam żeby było gęsto) i dużo wiórek. Na koniec aromat migdałowy. Przyozdobiłam wiórkami i siemieniem lnianym.



Spróbujcie, naprawdę warto. Żałuję, że nie miałam migdałów.

KOLEJNE PYTANIE: Co sądzicie o tym żebym założyła bloga pseudo-lajfstajlowego? Ten pomysł chodzi mi od dłuższego czasu po głowie :)


Dzisiaj wyjątkowo: Dobranoc Kochani!

piątek, 6 czerwca 2014

Kremowa owsianka o smaku toffi




Witajcie Kochani!

Dzisiaj u mnie wielki debiut w kuchni, a mianowicie zblendowałam swoją owsiankę. Była pyszna i kremowa!
Owsiankę ugotowałam jak zawsze na wodzie z jajkiem, a następnie dodałam budyń o smaku toffi. Nie zabrakło truskawek, mojego ,,sosu czeko-chilli", płatków migdałowych i nasion słonecznika. A żeby jeszcze sobie dosłodzić to dodałam łyżkę miodu z własnej pasieki! Jest pyszny.

Czułam trochę niedosyt, zatem w związku z tym, że mam mnóstwo szpinaku w lodówce... zrobiłam smoothie truskawka-ogórek-szpinak! 




Mój ostatni obiad - kasza jaglana, kurczak w sosie pomidorowym i szpinak z jogurtem naturalnym

Macie może pomysł, jak wykorzystać chudy twaróg? :)


Pozdrawiam, miłego dnia!










piątek, 30 maja 2014

Owsianka grejpfrutowa!

Wiecie, że kocham grejpfruta?




Dzisiaj w roli głównej na śniadanie: owsianka na jajku z budyniem, podana z grejpfrutem, migdałami, daktylami i polana kefirem.
Zawsze dodaję coś mlecznego żeby zlikwidować ten gorzkawy posmak grejpfruta.
Uwielbiam. Idealne na rozpoczęcie weekendu.

Pozdrawiam.

sobota, 17 maja 2014

Na deszczowe dni



 Ze względu na tą pogodę musiałam robić zdjęcie na parapecie. Nie lubię tego...

Wiem, wiem. Jestem nudna z tymi kremowymi owsiankami. 
Ale ona jest taka pyszna! Idealna... I co najważniejsze - nie wymaga użycia blendera, a to za sprawą... jajka, które nadaje owsiance odpowiedniej gęstości. Do tego dorzucam pokrojone jabłka i płatki ,,znikają" w tej ,,chmurce".


Przepis taki jak tutaj, z jednym wyjątkiem: nie dodawałam cynamonu. Użyłam go natomiast w ,,sosie", który składa się z serka Bieluch, kakao i właśnie cynamonu.
Dodałam kiwi, niezawodne siemię lniane oraz(nie mogłam się powstrzymać) odrobinę cukru trzcinowego.

Ta owsianka to idealne śniadanie na zakończenie ciężkiego tygodnia w szkole i rozpoczęcie weekendu. 
Przyznajcie racje.

 



sobota, 10 maja 2014

Szarlotkowy krem


 Ten wpis będzie trochę bardziej osobisty… Jeśli ktoś nie chce czytać, to może przejść od razu do przepisu J. Spokojnie, nie obawiajcie się niczego smutnego w tym wpisie.

 Jest 22, a ja właśnie skończyłam pić herbatę. A jednak coś mnie pokusiło żeby coś wystukać na klawiaturze – co jak co, ale mi najlepiej się piszę o takich godzinach. I choć jestem potwornie zmęczona, to jednak znalazłam w sobie troszkę motywacji żeby poświęcić te 10-15 minut na napisanie tego. Tak, koniecznie teraz, bo jutro to już nie będzie to samo.
 Piszę z uśmiechem na twarzy, bo dzisiaj właśnie przejechałam 45 kilometrów. Rowerem!

 Dosyć tego chwalenia. Żeby nie było tak kolorowo to przyznam się bez bicia – zjadłam dwa tłuste naleśniki. Że niby tak w nagrodę. Wcale nie mam wyrzutów sumienia.

 No dobra, teraz już na poważnie.
Kilka lat temu byłam jeszcze zakompleksioną dziewczyną, która nie miała pojęcia, co to ruch. I to dosłownie, bo w moim życiu sport nie istniał. Nie istniał nawet w drodze do szkoły, bo zawsze miałam transport. Przyznaję się do tego otwarcie. Każdy popełnia błędy, ale każdy ma szansę je naprawić. Przecież wystarczy chcieć! Wiele razy się o tym przekonałam.
 No i właśnie dzisiaj – bijąc każdą dziesiątkę – doszło do mnie, jak wiele w moim życiu się pozmieniało. No dobra, może ktoś 45 kilometrów robi sobie na rozgrzewkę, aczkolwiek dla mnie jest to mały sukces. Udowodniłam sobie tym sposobem, że wszystko jest możliwe, że mamy wpływ na nasze życie i cele. Oczywiście w życiu, jak i w jeździe zawsze jest pod górkę, ale to właśnie ten podjazd – ten ciężki, ,,niemożliwy” podjazd – sprawia, że jestem z siebie dumna, a zjazd z górki sprawia jeszcze większą frajdę.
 Dobra. A właściwie jak to było?
Nie planowałam tego. Serio. To znaczy w planach miałam taką długą trasę, ale nie nastawiałam się. Pogoda nie dopisywała – właściwie było ciepło, ale niestety wiał wiatr, a tego nienawidzę podczas jazdy.
Była prawie siedemnasta i po prostu wstałam, przebrałam się, spakowałam do plecaka wodę, telefon i zeszłam do kuchni. Przekąsiłam banana i oznajmiłam tacie, że jadę się przejechać. No i wyjechałam.
 I było tak, jak zwykle. Jadę spontanicznie, bez żadnego planu.
Jestem właściwie tylko ja i rower. No i pędzące samochody, które mnie denerwują, ale staram się nie zwracać na nich uwagi. Zapomniałam – jest też wiatr, ale staram się jechać spokojnie, bez nerwów. Najgorsze, co mogłoby mnie spotkać to nerwy. Nie, nie uniknęłam ich, bo przejeżdżając jakieś 8 kilometrów złapał mnie… deszcz. Stałam pod jakimś mizernym drzewkiem, a i tak byłam cała mokra. Żeby było fajniej – nie miałam ze sobą kurtki przeciwdeszczowej. Ulewa z dodatkiem wiatru. Już gotowało się we mnie i na parę minut poczułam się jak bezbronne dziecko typu ,,chcę do mamy”. Ogarnęłam się, wsiadłam na rower i pojechałam dalej. W deszcz, bo i tak byłam cała mokra.
Ulewa się uspokoiła, a nawet zaczęło wychodzić słońce. Wjechałam w boczną drogę otoczoną polami, drzewami… cudo! Nawet samochody nie jeździły, a później drogę umilały mi pachnące bzy, ptaszki i takie tam. Nawet wiatr mi nie przeszkadzał.
Taka była większość mojej drogi… Wkrótce wjechałam na teren zabudowany i chciałam wyciągnąć jeszcze kilka kilometrów. Na zegarek nie patrzyłam, ale czułam, że niedługo stuknie trzecia godzina poza domem. Próbowałam, ale wiatr był silniejszy. Ostatecznie ból kolana zmusił mnie do pojechania na skróty. Jechałam chyba 5 km/h, mimo że bardzo się starałam. Trudno…
Tak, przejechanie 45 kilometrów zajęło mi prawie 3 godziny. I jestem szczęśliwa!

***

Obudziłam się dosyć wcześnie, bo o 7:40. Akurat miałam czas na przygotowanie sobie wartościowego śniadania. A było warto. Zrobiłam sobie większą porcję w nagrodę za wczorajszy wysiłek.
Szarlotkowa u mnie króluje. Zdecydowanie. A zrobienie z niej kremowej owsianki jest bardzo proste. No i idzie się zakochać :P


Składniki:

  • jabłka,
  • cynamon,
  • płatki owsiane,
  • jajko,
  • budyń śmietankowy
Do garnuszka wrzucam pokrojone jabłka, dodaję cynamonu, zalewam wodą i gotuję. Gdy woda zaczyna wrzeć zmniejszam gaz, wsypuję płatki i chwilę gotuję, po czym dodaję jajko i energicznie mieszam. W międzyczasie rozpuszczam łyżkę budyniu w wodzie(można i w mleku) i dolewam do ,,kremu".

Swój ,,krem" podałam z jogurtem greckim wymieszanym z cynamonem, żurawiną i kiwi. 





Smacznego!

sobota, 26 kwietnia 2014

Krem idealny


Wybaczcie, nie mogłam znaleźć idealnej nazwy dla tego kremu. 
Bo to autentycznie jest krem, a nawet nie użyłam blendera!

A co do samego kremu - jak dla mnie jest idealny. W chwili obecnej szukam jakiegoś innego sposobu na użycie go, np. do jakiegoś ciasta :)



Składniki:

  • płatki owsiane,
  • kasza manna,
  • jajko,
  • łyżka budyniu,
  • woda,
  • jakieś słodzidło(ja nie używałam),
  • dodatki: serek wiejski, siemię lniane, suszona żurawina
Wsypuję płatki owsiane do rondelka, zalewam wodą i gotuję. W międzyczasie w szklance rozrabiam kaszę manną i budyń w wodzie. Gdy owsianka zaczyna się gotować dodaję manną-budyniową mieszankę, przykręcam gaz i wrzucam jajko. Intensywnie mieszam, zwiększam gaz i chwilkę gotuję(kilka sekund). 
Gotowe!

Smacznego.

***

A swoją drogą, to ostatnio mało mnie było na blogu, gdyż w tygodniu nie jem nic specjalnego(u mnie króluje owsianka z jabłkiem). Poza tym jutro kończę osiemnaście lat! Sama w to nie wierzę.

Miłego dnia, Kochani!

piątek, 18 kwietnia 2014

Grejpfrut, kiwi, jogurt, jajko


Dzisiaj taki zwyklaczek. 
Owsianka ugotowana na wodzie z dodatkiem jajka! A to dzięki sugestii Ilony, która doradziła mi dodać właśnie jajko do owsianki.
Wyszła pyszna!
Może ten grejpfrut odstrasza, ale połączenie kiwi i jogurtu stworzyło coś pysznego. 




Miłego dnia, Kochani :)

czwartek, 17 kwietnia 2014

Na długie poranki - piankowa owsianka


Długo czekałam na ten dzień.
W dni szkolne nie mam czasu kombinować ze śniadaniem. Zazwyczaj jest to owsianka + owoce. Nie ma w tym żadnej fantazji.
A dzisiaj... dzisiaj w końcu spróbowałam owsianki piankowej! Jest dosyć czasochłonna(ubijanie białek), ale warto raz na jakiś czas zaserwować sobie takie śniadanie na bogato. 


Składniki:
  • płatki owsiane,
  • woda,
  • jajko,
  • kiwi, siemię lniane, jabłka, orzechy, cynamon*
Płatki gotuję. Wbijam żółtko i szybko mieszam. W międzyczasie ubijam białko, które następnie dodaję do masy owsiankowo-żółtkowej.
Podałam z kiwi, orzechami, jabłkami i jabłkami ugotowanymi z cynamonem. Pycha! 




niedziela, 6 kwietnia 2014

Owsianka szarlotkowa


Dzisiaj mała propozycja dla miłośników szarlotki!


Składniki:

  • płatki owsiane górskie,
  • woda,
  • jabłko,
  • cynamon,
  • jogurt naturalny, musli, czekolada*
Do garnuszka wlewam wodę, dodaję jabłka i owsiankę. Na koniec dodaję cynamon i chwilę jeszcze gotuję dopóki jabłka nie zmiękną.
Możecie podawać z czym chcecie. Jednakże zimny jogurt świetnie komponuje się z gorącą owsianką. No i ta czekolada...

*dodatki